sobota, 5 stycznia 2019

Od Mateo

Leniwie podniosłem powieki. Chociaż moje oczy natychmiast poraziło mocne światło, nie opuściłem ich z powrotem. Skąd się tu wziąłem i co tu robię?

***

Choć zapewne niedawno jeszcze przysypana śniegiem, łąka zbudziła się już do życia i teraz wręcz wrzało nad niej od nadmiaru mniejszych czy większych istotek. Istnienie na niej podtrzymywała mknąca żwawo po odwilży rzeka, która rozlewała się szerokimi zakolami nieopodal. W głębinach potoku aż ciasno było od wszelkiego rodzaju ryb. Na powierzchni leniwie unosiło się zaś wilcze ciało.
Wadera, która w wysokiej trawie właśnie podchodziła pasącego się jelenia, zamarła w pół kroku na jego widok. Chwilę później mknęła już co sił w łapach stronę brzegu. Zwierzyna oczywiście uciekła, zaalarmowana nagłym poruszeniem, jednak wilczyca nie dbała teraz o to.
Niemal ślizgiem wyhamowała tuż przy granicy wody i lądu, po czym przebiegła kilkanaście metrów w dół rzeki, by dotrzeć do spływającego z nurtem topielca. Gdy była już przy nim, wyciągnęła szyję i z całej siły chwyciła go za kark, z niemałym wysiłkiem holując do brzegu.
Zdyszana, spojrzała na ciało z niepokojem. Czy było już za późno?
Basior leżał w bezruchu; zaczęła uciskać jego klatkę piersiową, by pomóc mu oddychać. Traciła już nadzieję, gdy wilk nagle zakaszlał, wypluwając wodę, i powoli wciągnął do płuc powietrze. A więc będzie żył.
***

Rozejrzałem się, próbując się zorientować w moim obecnym położeniu. Cóż, najwyraźniej w jakiś sposób uniknąłem śmierci. Leżałem w jaskini, przez której wlot wpadało do środka mnóstwo słońca. Po chwili odnotowałem też, że owinięty byłem w coś w rodzaju koca - najprawdopodobniej zwierzęcą skórę. Skoro ostatnie, co pamiętam, to unoszenie się pod lodem w przeszywająco zimnej wodzie, a teraz jestem tu, to znaczy, że zostałem przez kogoś uratowany.
Podniosłem się, z czego moje ciało nie było zadowolone - ale miałem teraz inne rzeczy na głowie, niż przejmowanie się takimi bzdetami, jak objawy wskazujące na hipotermię. Przeszedłem pomieszczenie w kilkunastu chwiejnych krokach. Rozbolała mnie głowa, ale wyjrzałem na zewnątrz.
Widok zapierał dech w piersiach. Była wiosna! Tak dawno jej nie widziałem!
Nie miałem sił zastanawiać się nad tym, gdzie podziała się zima, której doświadczyłem ostatnio. Prawdę mówiąc, nie miałem siły na nic. Oparłem się o ścianę, biorąc głębokie wdechy. Może teraz umrę? Szkoda by było, kiedy właśnie zobaczyłem jedną z moich ulubionych pór roku, ale może po śmierci trafię na jeszcze piękniejszy krajobraz?
Kto wie. Myślę, że warto wierzyć - jeżeli nie trafię na nic, to nie będę się miał jak przejmować tym, że byłem w błędzie, prawda? Chyba... chyba tak...
Jak przez mgłę dostrzegłem zmierzającą w moją stronę sylwetkę wilka. A może to tylko kolejny cień? Nie wiem...
- Witaj - wykrztusiłem z uśmiechem, w nagłym przypływie niemocy niemal padając na ziemię. Nie uchodziło wątpliwości, że nie miałem się najlepiej.

<Ktoś?>

1 komentarz: