Ten dzień zaczął się dla mnie jak każdy inny, obudziły mnie promienie słońca wpadające przez wejście do jaskini. Jak zwykle obudziłam się z pełnym pęcherzem, więc wyleciałam w podskokach i załatwiłam to co musiałam. Kolejną typową rzeczą był głód, zapomniałam o kolacji, więc byłam podwójnie głodna a jedynie co miałam w zapasach to kilka zdechłych żab pozbawionych oczu, które kilka dni temu przerobiłam na maści chłodzące, na oparzenia i obtarcia. Przeciągnęłam się i wyleciałam na mały rekonesans. Miałam ochotę na sarninę. Pyszną świeżutką sarnę. Idealnym miejscem wydawały się łąki niedaleko gór, tam pasie się najwięcej zwierzyny. Miałam szczęście. Przy jednej ze skalnych ścian znajdowało się małe stadko. Musiałam tylko obmyślić plan. Najrozsądniejsze wydawało się po prostu podlecenie i porwanie jednej z nich, ale nie widziałam żadnych młodych, a dorosłego osobnika nie byłabym w stanie unieść. Pozostała mi tradycyjna wersja podchodów i pogoni. Wylądowałam w bezpiecznej odległości od zwierząt żeby ich niepotrzebnie nie niepokoić.
Takie zabawy nie są dla mnie, skrzydła znacznie utrudniają takie akcje i w pojedynkę jest strasznie ciężko, następnym razem chyba załatwię sobie jakiegoś pomocnika. W momencie, w którym pomyślałam o tym, że fajnie byłoby mieć kogoś z kim można by polować dookoła mnie zebrała się ciemna mgła, a w mojej głowie mruknął głos:"To możemy dla ciebie zrobić".Doskonale wiedziałam kto mi miesza w bani, mój ulubiony demon, wtrącający się we wszystko - Vorus. Nim zdążyłam go opieprzyć za upierdliwość mgła się zagęściła i totalnie nic nie widziałam. Porzucając pomysł dyskusji z tym pomiotem, rozgoniłam dym skrzydłami, płosząc też przy okazji swoje śniadanie, które musiało nieźle się spłoszyć czymś takim.
Kiedy już widoczność była w miarę dobra dostrzegłam obok siebie, gigantyczne bydle, wielkości małej krowy. Tyle, że to był ogar. No taki prawie. Wyglądał mniej więcej jak szkielet, jednak był pokryty skórą no i miał uszy. Nie miał sierści. Za to miał ogon jak u jaszczurki i potężne łapy z pazurami. Spojrzał na mnie. Wywalił jęzor i mnie nim obślinił. To było na swój sposób urocze. Te moje demony czasem jednak się przydają. Stwór usiadł obok mnie nie spuszczając mnie z oczu - pomijając fakt, że ich nie miał."Poznaj Hatiego" znowu ktoś odezwał się w mojej głowie."Niech ci dobrze służy". Uśmiechnęłam się do siebie.
-Pora na polowanie przyjacielu.
Ogar odszczeknął, chociaż to nie był typowy dźwięk wydawany przez psy, pobrzmiewało w nim coś złowrogiego, coś zdecydowanie nie z tego świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz