poniedziałek, 7 stycznia 2019

Od Mateo CD Allijay

Rozglądałem się wokoło szeroko otwartymi oczami, chłonąc wszystko, co serwowała mi przyroda. Doprawdy, wiosenny świat jest piękny! Szumiało mi w głowie, co nieco utrudniało podziwianie krajobrazu. Udało mi się jednak dostrzec takie zjawiska, jak rozwijające się powoli płatki leśnych kwiatów, przez co prawie zakrztusiłem się radością. No, może nie tylko nią.
Jednoczesne utrzymywanie kursu i kontemplowanie natury nie było łatwe, więc chcąc nie chcąc ostatecznie skupiłem się na pasmie ziemi przede mną. Nie rozczarowywało mnie to jednak, o nie; ileż prześlicznych szczegółów można na niej dostrzec! Nigdy wcześniej nie zauważyłem, że dywagowanie nad istotą życia pasikoników, które przeskakują pod łapami, czy obserwowanie źdźbełka trawy, które, nadepnięte, po chwili wraca do pierwotnego kształtu, może być aż tak zajmujące!
Unosząc się w zachwycie, o mało co przeoczyłem pewną ważną informację: teren, przez który prowadziła mnie Allijay, pachniał zupełnie inaczej niż przestrzenie, po których poruszałem się na co dzień. Jedynym podobieństwem była nikła woń wilków. Więc jestem poza swoim terytorium? Czy mieszka tu jakaś inna wataha? Dokąd właściwie jestem prowadzony? Skoro nie zostałem przegoniony do stu wiatrów, może mnie nie zjedzą. E, nie ma sensu się martwić, co będzie, to będzie.
Dla odmiany skierowałem swoją uwagę na waderę, która mi towarzyszyła. Nie wyczuwałem od niej zapachu zbyt wielu wilków - nie mówiło mi to wiele; równie dobrze mogła być w watasze nowa jak i do żadnej nie należeć. Przyjrzałem się jej dużym, jasnym skrzydłom. Wyglądały na dość silne, by wynieść ją wysoko. Swoją drogą, ciekawe, jak to jest móc latać. Niestety, skok z klifu oferuje najwyżej doświadczenie spadku swobodnego, które do kontrolowanego lotu ma się zapewne nijak. Szkoda.
- Jesteśmy. Zanim poznasz alfę muszę się upewnić, że nie umrzesz podczas rozmowy wstępnej - oznajmiła wilczyca, wprowadziwszy mnie do jaskini. Aha! A więc należy do jakiejś grupy. Zanim zdążyłem się dobrze rozejrzeć po wnętrzu, zostałem posadzony w kącie. W zasadzie wyszło mi to na dobre, bo w miarę podróży moje samopoczucie pogarszało się i coś czułem, że nie ustałbym jeszcze długo na nogach.
Miejsce, w którym się znalazłem, zapierało dech w piersiach (subiektywna ocena; przywykłem już do tego, że większość wilków nie zgadza się ze mną, jeśli chodzi o wrażenie wywierane przez różne obiekty). Dlatego, że wyglądało niezwykle, a także z powodu mocnego aromatu różnorakich ziół. Powiązane w pęczki rośliny leżały praktycznie wszędzie lub suszyły się, przywiązane do sufitu. Gdzieniegdzie dostrzegałem też inne potencjalne składniki mikstur o nieznanym mi działaniu.
- Czym się zajmujesz? - spytałem, przyglądając się z zaciekawieniem, jak wadera robi... coś.
- Jestem tu szamanką - odpowiedziała, kilka razy zamieszała dużą łyżką i to coś najwyraźniej było gotowe. Podsunęła mi wywar w zabawnej miseczce. - Wypij to. Pomoże ci.
Chciałem zadać jeszcze jakieś pytania, ale posłusznie zacząłem chłeptać mieszaninę. Nie była zbyt dobra w smaku, ale cierpienie kształtuje duszę, czy jakoś tak. Liczyło się w każdym razie to, że pomogła, i to niemal od razu. Poczułem w środku miłe ciepło, a ból głowy ustąpił. Chwilę później czułem się już, jakbym mógł przebiec maraton.
- Jeśli mam spotkać się z alfą, to lepiej nie zwlekajmy - zaproponowałem, podnosząc się z miejsca. Allijay przegrodziła mi jednak drogę skrzydłem,
- Byłoby to świetne rozwiązanie, gdybyś chciał zemdleć w trakcie rozmowy - prychnęła z lekkim rozbawieniem. - Musisz jeszcze chwilę odpocząć, aż całkiem odzyskasz siły. Powinieneś też coś zjeść. Zioła nie załatwią wszystkiego.
- Skoro tak - wykonałem coś na kształt wzruszenia ramionami i położyłem się w kąciku. Czarno-błękitna odeszła na chwilę, po czym wróciła z jakimś niewielkim zwierzaczkiem. Podziękowałem i zabrałem się do jedzenia. Wymieniliśmy kilka zdań. Kiedy moja sytuacja się ustabilizuje, będę się musiał odwdzięczyć za opiekę. Jeśli dożyję.
Po krótkim posiłku poczułem się senny. Wadera miała rację; gdybym wcześniej wyszedł z jaskini, byłoby ze mną raczej cienko, gdyż wzmacniający efekt ziół był krótkotrwały. Postanowiłem uciąć sobie krótką drzemkę.
Gdy po pewnym czasie otwierałem oczy, Allijay szykowała się do wyjścia. Wyglądała trochę niepewnie, jakby bała się, co alfa powie na mój widok. Ale tylko trochę.
Nie musiała mi mówić, że już czas. Wstałem, przeciągnąłem się szybko, by przegnać sztywność ze stawów, i wyszliśmy. Ciekawiło mnie bardzo, kim jest wilk, który przewodzi temu stadu. Czy jest choć trochę podobny do Lii?
Właśnie... Lia! Alfa poprzedniej watahy! W ułamku sekundy wszystkie wspomnienia wróciły - i te ostatnie, o moim małym wypadku, i te najdawniejsze. Oczy zaszkliły mi się lekko ze wzruszenia. Jak mogłem zapomnieć swojej historii!? Chciałem opowiedzieć swojej towarzyszce to, czego wcześniej nie pamiętałem, jednak rozmyśliłem się. Przecież alfa pewnie też o to spyta, a lepiej wytłumaczyć wszystko raz, a dobrze, niż dwukrotnie plątać się w tych wszystkich wydarzeniach. Z nową energią ruszyłem za koleżanką.

<Allijay?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz