- Do momentu, kiedy wszystko zaczęło się zmieniać. - Powiedziałem z cichym westchnieniem.
Spojrzałem w dół zbocza, to nie czas na sentymenty. Zamiast użalać się nad sobą i lamentować powinienem poszukać sobie jakiegoś towarzystwa. Gdzieś w tym rozciągającym się daleko po horyzont lesie znajdę wilki, być może w niedalekiej przyszłości któryś z nich okaże się moim nowym przyjacielem. No, a przynajmniej taką mam nadzieję.
- Dobra Kaze, koniec gadania. Czas wziąć się do roboty. - Powiedziałem do siebie i rozłożyłem skrzydła.
Chłodny wiatr zaczął przemykać pomiędzy moimi piórami. Niska temperatura nie była może najbardziej sprzyjającym mi czynnikiem, ale jak to się mówi, co cię nie zabije to cię wzmocni. Trzymając się tej sentencji, postanowiłem ruszyć w stronę okradzionego z liści lasu. Występujące jedynie w części iglaste drzewa sprawiały, że w lesie poza bielą i brązem wciąż znajdowało się trochę zieleni. Po niedługim locie postanowiłem zatrzymać się na jakiejś polanie. Moje łapy niemal całkowicie znikły w białym puchu, zupełnie jakbym zlał się ze śniegiem. Od tej miękkiej pokrywającej ziemię powłoki odróżniała mnie jednak jedna rzecz. Matowa sierść, która w przeciwieństwie do białego puchu nie iskrzyła się w słońcu. Ruszyłem dalej pieszo przed siebie, nucąc sobie przy tym jakąś starą, zasłyszaną niegdyś piosenkę. Podążając powoli w stronę jaskiń, zacząłem rozglądać się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś znaku życia. W końcu gdzieś w oddali udało mi się wypatrzyć zarys wilczej postaci. Energicznie poderwałem się więc do lotu i ruszyłem w stronę nieznajomego, by się z nim przywitać.
<Któż to był?>
Opowiadanie wysłane, tylko czekać, aż adminka wstawi :3
OdpowiedzUsuńAnima Mea