poniedziałek, 28 stycznia 2019

Od Animy Mei cd Kaze'a

Och, mój kochany las. Daje mi wszystko co chcę. Święty spokój, błoga cisza, której nic ani nikt nie może mi przerwać. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów, Erit została w jaskini, a ja mogłam w spokoju pozbierać myśli. Zamknęłam oczy i lekko się uśmiechnęłam. Lekki, zimowy wiaterek owiewał mój pysk. Zaczęłam truchtać i węszyć w poszukiwaniu zwierzyny. Tak się cieszyłam tą chwilą spokoju... Nagle przede mną wylądował basior o białym futrze wraz z dwoma parami skrzydeł. Dziwne, zawsze widziałam wilki z jedną parą. Nieznajomy spojrzał się na mnie i zapytał spokojnym głosem.
- Cześć, jestem Kaze, a Ty?
- Mea, Anima Mea - mruknęłam. Mój obiadek i święty spokój, poszedł się gonić.
Zapadła niezręczna cisza. Jakoś nie miałam ochoty na rozmowę. Kaze jakby to wyczuł i chrząknął. Po chwili zaczął dalej coś mówić.
- To... też należysz do Watahy Kresu, prawda?
- Mhm. - odburknęłam. Spojrzałam na Kazea. Wyglądał na zakłopotanego i smutnego. Uniosłam brew zdziwiona. Potrząsnęłam łbem. Gdyby była tu Erit, to ona by się zajęła rozmową... No nic, biedny Kaze nadal czekał, więc rzekłam.
- Chodź za mną. Pokażę ci... tereny. - zająknęłam się. Ewidentnie nie umiem w rozmowy. Ruszyłam przed siebie, nie patrząc na basiora. Po chwili usłyszałam, że idzie za mną. Szliśmy, gdy w końcu Kaze zrównał się ze mną. Próbował jakoś rozpocząć rozmowę, ale za każdym razem kończyło się to klęską, więc odpuścił na pewien czas. W między czasie ukradkiem się mu przyglądałam. Jego kremowe skrzydła przyciągały wzrok a matowe futerko wyglądało na nieskazitelnie czyste. I oczy, błękitne oczy, w których mogłabym się utopić... Kichnęłam. Kaze się zaśmiał.
- Na zdrowie - powiedział i uśmiechnął się. Uf, chyba mi przeszło. Nie przepadam za tym uczuciem.
- Dziękuję.

Sama nie wiedziałam gdzie idę, ale łapy poniosły nas nad Wybrzeże. Z nieba zaczął padać śnieg. Płatki śniegu lekko opadały na piasek, który nie był już przyjemnie ciepły jak w lato. Morskie fale cicho rozbijały się o brzeg. Zapatrzyłam się w dal. Zupełnie zapomniałam o obecności Kazea. Z zamyślenia wyrwał mnie głośny pisk radości.
- Mea!!! - wrzasnęła uszczęśliwiona tęczowa kulka, która dowaliła prosto we mnie. - Tak długo cię szukałam! Oo, a kto to? - zapytała mnie, wskazując na Kazea.
- Kaze, to Erit, Erit, to Kaze. - odparłam.
- Uu, miło mi! - odparła i zrobiła fikołka w powietrzu.
- Mi również. - uśmiechnął się. Z zafascynowaniem oglądał Erit, która podleciała do niego i bacznie przyglądała się jego skrzydłom.
- Masz skrzydła jak ptak. I to do tego dwie pary! - ze zdziwieniem spojrzała na basiora. Uśmiechnął się i już chciał coś odpowiedzieć, gdy mu przerwałam i powiedziałam.
- Chodźmy poszukać jakiegoś kamienia na amulet. - Erit spojrzała się na mnie,  jakby mnie pierwszy raz w życiu widziała, a ja wzruszyłam ramionami. Nie wiem skąd mi przyszedł taki pomysł.
- Kaze, co ty na to? - zapytała się Erit uszczęśliwiona, że w końcu coś się zacznie dziać.

Kaze? :3

3 komentarze:

  1. Tak na przyszłość, imienia Kaze się nie odmienia. W każdym przypadku pozostaje po prostu Kaze ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, gdzieś tak z tyłu głowy podejrzewałam, że to imię może czasem sprawiać problem ;)

      Usuń