Zamyślona wróciłam do swojej jaskini z zamiarem odpoczęcia po dzisiejszym dniu. Może nie mam jeszcze zbyt wiele do roboty - w końcu jest nas tylko dwie - ale dzisiejszy dzień był smętny, mimo tego, że niedawno zagościła do Nas wiosenna pogoda.
Położyłam się wygodnie na kupie liści, które służyły za moje legowisko. Rozłożyłam się w najwygodniejszej pozycji jaka tylko mogła być, z zamiarem zaśnięcia, co prawie mi się udało, gdyby nie ktoś wbiegający wprost do mojego schronienia. Zerwałam się na równe łapy, chciałam zobaczyć co się dzieje. Moim oczom ukazała się Lucy.
- Tam coś jest. - powiedziała szeptem
- Gdzie? - zapytałam zdezorientowana. - Gdzie coś jest?
Lucy wydawała się być wystraszona, a to, że mi nie odpowiadała tylko patrzyła na mnie błagalnie utwierdził mnie w tym przekonaniu.
- Pokażesz mi? - zapytałam spokojnie
Wadera ruszyła przodem, a ja szłam za nią zastanawiając się, o co może jej chodzić. Ktoś chce na nas napaść? Nie, na pewno nie, żadna wataha jeszcze o nas nie słyszała. A może to Darko, wraz ze swoim ojcem mnie odnaleźli? Na samą myśl poczułam ciarki, i zaczęłam szacować moje szanse na pokonanie ich. Niestety, były równe zeru. Nie mamy z Lucy szans, aby ich pokonać. To są dwa potężne basiory, zapewne w akompaniamencie całej ich świty wojowników.
Mniej pewna wychyliłam się z jaskini i rozejrzałam się dookoła, ale nic nie widziałam.
- Więc? - zapytałam
- Tam. - odpowiedziała i wskazała łapą na krzaki majaczące w oddali
Przyjrzałam się i tam rzeczywiście się coś poruszało. Ale mogło to być wszystko - lis, dzika krowa, lub koń.
- Lucy, to może być każde zwierze, wiesz o tym? - powiedziałam spokojnie
- Nie wydaje mi się. - odparła niepewnie wadera
Westchnęłam, ale jako alfa watahy moim obowiązkiem było sprawdzić, co w krzakach się porusza. Bezpieczeństwo przede wszystkim, czyż nie?
Bez zastanowienia, z pełnym skupieniem ruszyłam przed siebie, wprost na krzaki. W połowie drogi zatrzymałam się, czując znany mi smród. To nie była zwykła, leśna zwierzyna. Nie był to też Darko, ze świtą. Było to coś o wiele gorszego. Stanęłam jak wryta, nie wiedząc co robić, chyba trochę spanikowałam. Po chwili mój rozum wrócił i zawinęłam łapy za pas. Szybko podbiegłam do wadery, która wciąż stała obok wejścia do mojej jaskini.
- Chowaj się! - krzyknęłam mijając ją
<Lucy? Ciekawe co tam się dalej stanie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz